Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/caelestia.pod-nauka.szczytno.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
Rainie wyprowadziła go z budynku.

i ryzykownym postępowaniu. Kiedy matka zadzwoniła do niej rankiem po

– Mnie tam tutaj odpowiada. A jeszcze lepiej będzie na posterunku.
Jechał na wschód, co chwila zerkając w boczne lusterko – wypatrywał ogona, zwłaszcza
rozpalona jak on, nagląco zaciskała dłonie na jego barkach.
– Pamiętam – szepnęła cicho.
Skoro pragnęło jej tylu mężczyzn, jakim cudem wyszła za maż, rozwiodła się i
za sobą. Biegła, dyszała ciężko, chciała wyprzedzić złowieszczy silnik i wrogie światło.
mieszkańcem południowej Kalifornii.
potoczy! się po płytach patio.
Głośno.
na siebie, bo gdyby był w dobrej formie, rozwiązałby zagadkę śmierci bliźniaczek Caldwell, i
– Masz to jak w banku.
Trzymał jeszcze pilota w dłoni, gdy zadzwonił telefon. Odebrał, świadom, że nie może to
– Nie skreślaj nas – szepnęła. Łzy dławiły ją w gardle.
wykopać swoją eks? Proszę bardzo. Ale beze mnie.

kinkocie? Nazwisko, wiek, rysopis?

zapakowane do piętrowego łóżka stojącego w dużym pokoju. Babcia miała własne duże łóżko z ciemnymi kotarami. Gdy nie spała, patrzyła przez fałdy materiału, gdy spała, słychać było jej chrapanie. Jednak tej nocy babcia nie zasunęła kotar. Leżała wsparta o poduszki i udawała, że śpi, ale oczy miała półprzymknięte. Nie chrapała, nie odzywała się; ogień w kominku wygasł i zrobiło się ciemno. Caitlyn dobrze wiedziała, że babcia nie śpi, i sama starała się nie zasnąć, w końcu jednak zmorzył ją sen. A potem poczuła czyjąś dłoń na ramieniu i rękę obejmującą ją w pasie. Zaspana otworzyła jedno oko i zobaczyła babcię. Chciała coś powiedzieć, ale babcia przycisnęła kościsty palec do ust. - Nie obudź Kelly - powiedziała, a Caitlyn spojrzała na skotłowaną pościel siostry. Pokój oświetlało słabe światło księżyca i Caitlyn zobaczyła, że łóżko siostry jest puste. - Gdzie Kelly? - Ciii! Mówiłam, że masz być cicho. Bądź dobrą dziewczynką, Caitlyn - wyszeptała babcia, niosąc ją do swojego łóżka. - Babci jest zimno. - Rzuciła Caitlyn na łóżko, położyła się obok i zaciągnęła zasłony. Caitlyn zapłakała. - Kochanie, musisz być cicho. Nie wiesz, że jesteś ulubienicą babci? - Lodowata ręka odgarnęła jej włosy z twarzy. Lodowate usta pocałowały ją w czoło. - O tak, przysuń się bliżej. Ogrzejesz starą babcię... Teraz, prawie trzydzieści lat później, zatrzęsła się i odrzuciła babciny koc. Wstrętna stara kobieta z zimnymi oczami, zimnymi dłońmi i ciemnymi, zimnymi sekretami. - Tak, pamiętam tę kobietę. - Barman przyglądał się czarno-białej fotografii Caitlyn Bandeaux. Był krzepkim mężczyzną, miał na sobie koszulkę polo i luźne spodnie, w uchu błyszczał mu kolczyk, a siwiejący kucyk nie był w stanie odciągnąć uwagi od początków łysiny. Było wczesne popołudnie. Do tej szczęśliwej godziny, kiedy drinki sprzedawane są po niższych cenach, pozostało jeszcze piętnaście minut. Bar The Swamp świecił pustkami, jeśli nie liczyć wypchanych aligatorów, czapli, sztucznych żab i sumów zawieszonych u sufitu. Nad kontuarem wisiał kajak z wiosłami. Na ścianach kurzyły się kołowrotki wędkarskie i kapoki. W kącie za perkusją upchnięte były pulpity na nuty, wzmacniacze, kable, mikrofony i stołki. Przy automatach do gry dwóch stałych klientów sączyło piwo, a korytarzem prowadzącym do pozostałych sal i tylnego wyjścia przebiegał dzieciak, który nie wyglądał na dwadzieścia jeden lat. - Zapamiętałem ją, bo zamówiła dwa drinki naraz. Dwa różne, inaczej niż większość ludzi. Zaniosła je do tego stolika. - Wskazał na kanapę z przepikowanej czarnej skóry otoczoną lustrami, chwycił za ścierkę i przetarł blat. - Wydaje mi się, że zamówiła cosmopolitana i... martini. Tak. Usiadła tam i czekała na kogoś... tak mi się wydaje, że czekała na kogoś... siedziała tam, piła, paliła, spoglądała na drzwi lub w lustro... potem zrobiło się tłoczno i przestałem jej się przyglądać. Wyszła po jakimś czasie. Reed spojrzał na stolik. - Pamięta pan, o której godzinie przyjechała? Barman skrzywił się. Zaczął mocniej polerować dzwonek na kontuarze.
– Na pewno tak. Corrine. Słyszałaś?
brud minionego dnia. Strumyk wody, wątły, ale ciepły, masował obolałe biodro i kolano. Ból

ogniem, powietrze z trudem przeciskało się przez ściśnięte płuca, gdy gnał do pokoju 21.

żeby jak najbardziej zawęzić jego wszechświat. Tylko Andrews, Kimberly
życie, żeby unieszkodliwić sprawcę. Brat osłania siostrę własnym ciałem, kobieta udziela
- Będziesz pracowała, ile zechcesz - zaproponował cicho. - Nigdy nie

– Tu Bentz. Mam ją.

wypiją w barze po parę drinków. Alkohol i broń nigdy nie stanowiły dobrej kombinacji, a co
zagłębiając się w otchłani zmysłów.
Rainie zesztywniała. Miała za sobą ciężki dzień; nie musiała tego znosić. Gniew, który w